Pod koniec ubiegłego roku miałam swoją indywidualną wystawę, która była efektem całorocznej pracy nad projektem pt " Krajobraz Kociewia". Biegałam po okolicznych polach i opłotkach. Robiłam szybkie szkice. Czasami Michał pstryknął jakieś zdjęcie. Szkice większe i na małych karteluszkach - pierwszy etap pracy. W "zaciszu pracowni", między gotowaniem obiadu i wieszaniem prania, dokonywałam wyboru odpowiedniej kompozycji do kolorystycznych rozstrzygnięć. Przyjęłam zasadę, że maluję na płótnach takich samych rozmiarów - 60/70. To znacznie ułatwia pracę i później jakiż komfort w przenoszeniu i przewożeniu. Samo malowanie to już przyjemność - radość z dostrajania kolorów, poszukiwania odpowiednich tonów. Zawsze jest to wspaniała przygoda.
Przygotowanie do wernisażu to już oddzielna sprawa. W moim przypadku związana ze sporymi nerwami. Emocje są spore, ale jakże miło na wernisażu spotkać przyjaciół, znajomych, poznać ciekawych ludzi, pogadać o sztuce i nie tylko.